SZUKAJ:
polski deutsch
   

SALONIK LITERACKI
POLONIJNEGO MAGAZYNU RADIOWEGO "POLENFLUG"

Radio Flora e.V. Hannover
wtorki, godz. 19.30-30.30, UKF 106,5 MHZ, kabel 102,15 MHz

O LITERATURZE ROZMAWIAJĄ:
Grażyna Kamień-Söffker, Teresa Czaniecka-Kufer, Izabela Nawrat, Zofia Ścierska





ANNA SOBOLEWSKA "CELA. ODPOWIEDŹ NA ZESPÓŁ DOWNA"
WAB 2002





Grażyna
W regulaminie literackiej nagrody NIKE czytamy: "w konkursie startować mogą wszystkie gatunki literackie (w tym autobiografie, eseje, pamiętniki itp.)". W tej bogatej formule mieści się także nominowana książka Anny Sobolewskiej, która relacjonuje własne doświadczenia i przemyślenia odnoszące się do dnia codziennego z dzieckiem niepełnosprawnym.
Renia
Książkę Anny Sobolewskiej można chyba zaliczyć do literatury faktu, jest ona historią życia 12-letniej córki autorki, tytułowej Celi, dziecka z syndromem Downa. Jest to przede wszystkim biografia Celi, ale i również opowieść o życiu całej rodziny Sobolewskich po przyjściu Celi na świat. Towarzyszymy więc rodzinie w kolejnym etapach wyznaczonych rozwojem Celi. Poznajemy świat dziewczynki, świat jej dziecięcych wyobrażeń i emocji oraz świat jej intelektu. Przekazany jest on nam nie tylko w formie opisu, z perspektywy mądrej i kochającej matki, ale również jako pewna dokumentacja w postaci cytatów, wypowiedzi Celi, jej różnego rodzaju kreacji słowotwórczych i plac plastycznych, w których przekazuje ona nie tylko swoje dziecięce fantazje, ale również obserwacje dotyczące świata: ludzi "normalnych" i "Downów". Jesteśmy zatem świadkami budzenia się samoświadomości Celi, która powoli zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że jest inna, wyobcowana. Nie jest to jednak biografia tragiczna. Wręcz przeciwnie, autorka przedstawia pełną miłości więź łączącą Celę z rodzicami i siostrą, pokazuje doświadczenie radości życia. Radości życia tego niepełnosprawnego dziecka, a także własnej radości, doświadczenia, że poprzez wychowywanie upośledzonego dziecka jej własne życie zostało wzbogacone. Jest to więc przede wszystkim opowieść o tym, jak należy kochać dziecko zgodnie z korczakowską ideą miłości opartej na szacunku dla dziecka.
Grażyna
Odebrałam tę książkę jako skierowaną do dwu grup. Z jednej strony adresowaną do rodziców dzieci w podobnej sytuacji, gdzie chodzi o dzielenie się obserwacjami, wymianę doświadczeń, udzielanie porad. Z drugiej strony kierowaną ogólnie do społeczeństwa by zwrócić uwagę, że "Downy" potrzebują takiej samej uwagi, takiego samego zainteresowania ze strony otoczenia jak każde inne dziecko, aby przełamać tę barierę niedostrzegania, odwracania wzroku, zamykania się na obecność wśród nas dzieci niepełnosprawnych. I muszę powiedzieć, że ten apel bardzo mną poruszył, po lekturze tej książki zaczęłam patrzeć nieco inaczej na osoby niepełnosprawne na ulicach Hanoweru.
Iza
Książka ta uświadomiła mi przede wszystkim, że dzieci z syndromem Downa to nie są dzieci chore. Tych dzieci nie da się wyleczyć metodą jakichś cudownych kuracji czy niesamowitych ćwiczeń fizycznych. Tym dzieciom należy tylko pomagać w miarę ich możliwości rozwinąć te potencjały intelektualne, które w nich drzemią. I mądrzy rodzice Celi, Tadeusz i Anna Sobolewscy, wspierają ten naturalny, radosny rozwój dziecka z syndromem Downa i sami z tego czerpią radość. Ci ludzie nie chcą współczucia, oni mówią: ty mi nie współczuj, drugi człowieku, ty nie wiesz, ile ja radości i szczęścia otrzymuję od mojego dziecka. I to było najsilniejsze przesłanie tej książki, jakie do mnie dotarło.
Zosia
Widzę, że wyście tę książkę przyjęły jakoś tak bardziej optymistycznie. Dla mnie była ona bardzo pesymistyczna, wręcz wstrząsająca. Wstrząsnęła mną reakcja społeczna, którą opisuje autorka, przede wszystkim w Polsce, na inność. Dowiedziałam się, że "Downy" są wyzwaniem przede wszystkim dla nas i jeżeli chodzi o społeczeństwo polskie nie są akceptowane, szkoły nie są przygotowane do prowadzenia tego typu dzieci, mają one problemy z nauczycielami, z programami, z książkami. Odczytałam tę książkę jako zwierciadło, które podsuwa nam autorka i w którym my, tak zwani zdrowi i normalni, przeglądamy się.
Iza
Ależ Zosiu, żadna z nas nie nazwałaby tej książki radosną i optymistyczną. Być może gdzieś w końcowym wydźwięku, kiedy podsumujemy bilnas zysków i strat, być może wyjdzie on w przypadku tylko tej jednej Celi Sobolewskiej na plus. Dla mnie jest to również książka bardzo w swoim wymiarze tragiczna. Uświadomiła mi wiele aspektów, o których nie miałam pojęcia.
Renia
Zastanawiam się, dlaczego obie uznałyście wymowę tej książki za pesymistyczną. W moim odbiorze ta książka nie jest pesymistyczna. To jest niezwykle piękne, że okazuje się, iż w co najmniej 80% przypadków rodzice nie mają żadnych problemów z zakceptowaniem i bezwarunkowym pokochaniem swoje upośledzonego dziecka. Dla mnie jest to wyraz tego, że jesteśmy w zasadzie wspaniałym gatunkiem, jeżeli tak rzeczywiście jest.
Grażyna
Przerywam Ci w tym momencie gdyż nie zgadzam się z obserwacją, że Sobolwescy pokochali ułomne dziecko od pierwszego wejrzenia i pogodzili się z jego niepełnosprawnością. Absolutnie nie. Przypominam sobie, jak Sobolewska opisuje trudne pierwsze godziny po tym, jak się dowiedziała, że dziecko ma zespół Downa. Jakiś czas później czyni natomiast następującą uwagę: "Było to już po tym, jak pokochaliśmy ją całym sercem". To nie jest tak, że my jesteśmy takim wspaniałym gatunkiem, który bezwarunkowo chce wychować potomstwo niezależnie od tego, jakie ono jest. Zaakceptowanie niepełnosprawnego dziecka wymaga od rodziców pewnego wysiłku, również pracy intelektualnej.
Renia
Jeżeli 80% rodziców tę pracę wykonuje, to świadczy to o tym, że my sobie doskonale z tym problemem radzimy.
Iza
Ale zauważ Reniu, że te 80% do tego dochodzi ciężką pracą. I to nie jest łatwy proces - zaakceptowanie upośledzonego dziecka, nawet własnego. Sobolewska pisze, że przez pierwsze dni miała gorycz w ustach. Ta miłość do dziecka upośledzonego Reniu, to moim zdaniem trudny, bolesny proces.
Zosia
Jeszcze jedna rzecz mnie uderzyła: autorka kilkakrotnie opowiada o tym, jak Cela zostaje sama, gdyż inne dzieci od niej uciekają. I tu pojawia się problem samotności - czy my właściwie podchodzimy do samotności? Przede wszystkim z USA przychodzą różne nowe teorie, że dzieci niepełnosprawne powinny być bardzo zintegrowane, nie toleruje się samotności. Tymczasem wszystkie swoje problemy egzystencjalne musi człowiek pokonać sam. Droga choroby, droga szpitala, droga do śmierci jest drogą samotną. Nie radzimy sobie z problemem inwalidztwa, dlatego będę powtarzała, że książka jest dla nas wielkim wyzwaniem i nie mogę się z Renią zgodzić.
Renia
Zgadzam się z tobą, że lęk i odrzucenie, z jakimi spotykają się ludzie upośledzeni wynika z naszego lęku przed ułomnością. Wszyscy boimy się własnej słabości i wszyscy jesteśmy w gruncie rzeczy ułomni. Ludzie upośledzeni uświadamiają nam to tak naocznie i boleśnie, że często się od nich odwracamy - zgadzam się. Ale wracając do problemu miłości, która nazywacie trudną miłością rodziców do upośledzonego dziecka, ja uważam, że ta miłość jest podstwą społecznego zaakceptowania tych dzieci.
Iza
Wiele problemów, które Sobolewska podkreśla w życiu z dzieckiem z syndromem Downa urasta do problemów uniwersalnych. Autorka opisuje to na przykładzie własnego podwórka, ale to się nie zamyka na kontaktach człowiek zdrowy - człowiek z syndomem Downa.
Grażyna
I ja odniosłam wrażenia, że opisane sytuacje można przenieść na ogólną inność, inność wszelkiego rodzaju: językową, kulturową, w wychowaniu, w wyglądzie zewnętrznym. Zawsze osoby inne są odrzucane przez grupę. Pytanie tylko, postawione już wcześniej przez Zosię, czy chcemy integrować za wszelką cenę, czy też powinniśmy raczej tym innym zostawić własne miejsce, własną przestrzeń w społeczeństwie, w którym są akceptowani przez wybrane jednostki, ale nie muszą być kochani przez wszystkich.
Renia
Integrować, ale w granicach zdrowego rozsądku. Są bowiem bariery, które uniemożliwiają taką absolutną integrację pomiędzy dzieckiem ułomnym i dzieckiem "zdrowym". Ten stosunek do dzieci z ułomnością jest zawsze stosunkiem opiekuństwa i ja uważam, że jest to postawa absolutnie normalna i pożądana i nad tym też można popracować, żeby taką postawę u dzieci rozwinąć, ale pełnego partnerstwa nie możemy wymagać, przynajmniej nie w każdym przypadku i nie na każdym etapie rozwoju.
Grażyna
Rytualne pytanie, czy polecamy tę książkę.
Iza
Polecam bardzo serdecznie, aczkolwiek nie jest to lektura łatwa i nie jest to lektura na wakacje.
Renia
Polecam, jak najbardziej.
Zosia
Uważam, że jest to właśnie lektura na wakacje mino, że jest to książka poważna.
Grażyna
Nie zgłaszam votum separatum.

Rozmowa została wyemitowana w Radiu Flora w Hanowerze 15 lipca 2003 oraz opublikowana w numerze 8/21 hanowerskiego miesięcznika Twoja Gazeta z sierpnia 2003.

> Home | Kontakt | Impressum